gejzerowe uśmiechy

Czas chyba zająć się i tą częścią bloga. Gejzerowym uśmiechem są po prostu... storczyki. Nie tylko te, które kupujemy w kwiaciarniach czy w marketach, interesują mnie również gatunki botaniczne.

Opiszę tu w prosty, nieprofesjonalny sposób swoich ulubieńców, perypetie z nimi związane i radości, bo tych dostarczają najwięcej. Również opisywać będę malutkie sadzonki storczyków botanicznych, które chciałabym doprowadzić do kwitnienia.

Nie jest to możne najłatwiejsze zadanie, bo sama również mam niewielkie doświadczenie w tym kierunku, ale... do odważnych świat należy.

środa, 16 maja 2012

Keiki paste - ciąg dalszy eksperymentu

Kiedy końcem grudnia 2010 roku wstawiałam do wody pędy kwiatostanowe, których oczka śpiące posmarowałam ukorzeniaczem własnej produkcji, nie sądziłam, że tak naprawdę coś z tego wyjdzie. Ano wyszło, z czego niezmiernie się cieszę. Udowodniłam sama sobie, że w razie problemów z ginącym storczykiem, jest możliwość "odrodzenia" go właśnie w taki sposób. Nie jest to metoda szybka, ale cierpliwy dopnie swego. W zeszłym roku był wielki boom na sprowadzaną zza granicy i sprzedawaną na allegro keiki paste, po której rośliny zaczynały wariować - dosłownie i w przenośni. To był szok hormonalny dla storczyka. Nowe roślinki tworzone na okwitniętych pędach były zmutowane, rośliny mateczne u niektórych storczykarzy ciężko to odchorowały. Nie wierzono mi, że to, co sama sfabrykowałam da jakiekolwiek efekty.


Dzisiaj, przeglądając dokładnie pęd z keiki zauważyłam, że niedługo pojawi się pierwszy korzonek. Dopóki na obu malutkich roślinkach nie pojawią się korzonki, dopóty eksperyment będzie dalej prowadzony :-) 

5 komentarzy:

  1. Można się dowiedzieć czegoś więcej na temat tego "eksperymentu"? Jaki ukorzeniacz i z czym dokładnie wymieszany? W jakich proporcjach, jak często smarowane oczko? - w sumie, szczerze mówiąc, chciałabym zapytać o wszystko.
    Woda destylowana tak? Wymieniana czy uzupełniana?
    I jak dużo czasu zajmuje pojawienie się chociażby zaczątków keiki na pędzie?

    Próbowałam szczęścia zarówno z keiki paste, jak i z własnej roboty pastą z ukorzeniacza i niestety ani jedno ani drugie nie przyniosło zamierzonego efektu :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Szukasz gotowej recepty na uzyskanie keiki, a z roślinami tak się nie da. Każda z nich to indywidualność. Rozpoczynając eksperyment z obciętymi pędami w 2010 roku wiedziałam tylko tyle, że da się uzyskać keiki... i nic więcej. Z pędami obeszłam się trochę inaczej niż z pędem rosnącym na roślinie matecznej, z której mam keiki już dość ładnie wyrośnięte. Tu maść była słabsza, stosunek wazeliny do ukorzeniacza do sadzonek zielnych był w stosunku 1:3. Na obcięte pędy zastosowałam "silniejszą" maść, to znaczy do wazeliny dodałam tyle ukorzeniacza, ile wazelina zdołała wchłonąć. Masa musi być dobrze wypracowana (gładka). Odkryte oczka smarowałam tylko raz. Cały czas jest w użyciu tylko woda destylowana. Było razem trzy pędy przygotowane, keiki uzyskałam z jednego, pozostałe uschły. Rozwój oczek jest bardzo powolny. Pęd musi być co jakiś czas opłukiwany i skracany do zdrowej tkanki, jeżeli zachodzi taka potrzeba. Po posmarowaniu oczek tylko jeden raz do wody była dodana 1 kropla biostymulatora, potem wymieniona na czystą, bez żadnych dodatków. Jeżeli doczytałaś wszystkie wpisy pod etykietą "... i co z tego wyjdzie", na pewno trafiłaś na zapis obserwacji rozwoju oczek (8 maja 2011). Samą wodę należy wymieniać, gdy widzisz na ściankach literatki, że pokazują się glony. Należy literatkę umyć, opłukać dokładnie końcówkę pędu pod bieżącą wodą i w razie potrzeby od nowa ją przyciąć do zdrowej tkanki. Czasami do wody dodawałam nawóz, ale były to naprawdę śladowe ilości (bardzo rzadko), żeby nie popalić kanalików transportujących wodę do góry pędu. W większości woda destylowana była tylko uzupełniana. Reszta to już czysta obserwacja i działanie intuicyjne. Na dzień dzisiejszy na jednym keiki już jest korzonek około 2 mm, na drugim keiki widać, że też będzie się kluł korzonek. Metoda jest, jak widać, dla wytrwałych i nie jest to koniec, ponieważ na usta cisną się nowe pytania: Jaka będzie żywotność i turgor uzyskanych keiki i czy metoda jest powtarzalna. Jak sama widzisz, dla mnie nie jest to koniec eksperymentu. Pędy pochodziły ze zwykłej hybrydy Phalaenopsis długości okoł0 20 cm. Przez dwa lata pęd został skrócony o 2 cm. Życzę Ci powodzenia i wytrwałości. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Moich prób było naprawdę "kilka". Zarówno z keiki paste, jak i z domowej roboty pastą w postaci ukorzeniacza i wazeliny. W miarę możliwości, starałam się czytać na ten temat, jednak najbardziej pomocne są obserwacje osób, którym się udało. Wiadomo, że każda roślina reaguje inaczej - jedne wytwarzają keiki chętniej, inne nie.
    Po przygodach z keiki paste zauważyłam, że smarowane nią oczka zaczynają jakby gnić (nie wiem jak to określić, po prostu się psuły), co nie miało wpływu na żywotność całego pędu i aktualnie na dwóch pahalenopsisach cieszę się intensywnym kwitnieniem (nowe odgałęzienia wyrosły zarówno pod jak i nad "zepsutymi" oczkami, co wskazuje na to, że sam pęd w żaden sposób nie ucierpiał).
    W tym momencie pomyślałam, ze pasta jest za "rzadka", dlatego podczas "produkcji" domowej pasty, starałam się mieszać ukorzeniacz z wazeliną tak, żeby konsystencja była jak najbardziej gęsta (aczkolwiek nie całkowicie sucha). I w tym przypadku musiałam pogodzić się z porażką. Oczka po prostu zamierały po jakimś czasie.
    Moje doświadczenia ze storczykami są naprawdę niewielkie i oczywiście cieszę się z tego co mam, a keiki nie chcę uzyskać na siłę, bo nie na tym to polega. Nie zmienia to jednak faktu, że fajnie byłoby wyhodować sobie taką roślinkę "od podstaw", a obserwując zamieszczane w internecie zdjęcia i analizując opisy początkowego obchodzenia się z pastami wspomagającymi wytwarzanie keiki, przede wszystkim zastanawia mnie, dlaczego każda moja próba skończyła się zniszczeniem uśpionego oczka. Stąd też moje pytania. Nie szukam gotowej recepty, a jedynie staram się zrozumieć, co robię źle.

    Mam nadzieję, że Twój eksperyment się powiedzie i będziesz cieszyć się nową zdrową roślinką. Zastanawiałaś się nad umieszczeniem w pobliżu keiki małego pojemniczka z mokrym mchem lub czymś podobnym, utrzymującym wilgoć? Wzrost korzonków mógłby dzięki temu troszeczkę przyspieszyć, co w rezultacie umożliwiłoby szybsze "usamodzielnienie się roślinki"i możliwość oddzielenia jej od pędu.
    Miałam okazję obserwować storczyka, który samoistnie wytworzył keiki na pędzie, jednak z bliżej nieokreślonej przyczyny, zanim sporych rozmiarów już keiki zaczęło wytwarzać korzonki, zamarła roślina mateczna, a keiki, pomimo starań, nie udało się uratować. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma sensu cieszyć się ze swoich wstępnych osiągnięć za wcześnie, bo roślinki lubią płatać nam figle. Jednak, jak już wspominałam wcześniej, chciałabym zrozumieć w którym momencie popełniam błąd.

    Pozdrawiam i z cierpliwością oczekuję postu, w którym opiszesz pozytywne zakończenie swojego doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Po przygodach z keiki paste zauważyłam, że smarowane nią oczka zaczynają jakby gnić (nie wiem jak to określić, po prostu się psuły)..."

      Całkiem się psuły czy tylko wyglądały jak zepsute? Od maja mam nowy pęd kontrolny postawiony w wazonie. Musiałam go obciąć, ponieważ na roślinie pokazała się choroba (wirus). Pęd był jeszcze z kwiatami, czyli bardzo żywotny. Posmarowałam dwa odsłonięte oczka poniżej kwitnących kwiatów. Wazonik stoi na regale bardzo blisko okna. Jak na razie oczka powiększone są minimalnie, około 1 milimetr, czyli nie jest to wiele. Oczka mają kolor bardzo ciemny, prawie czarny, sam pęd ma około 40 centymetrów i usunęłam całkiem oczko szczytowe, zapobiegając dokarmianiu go. Do wody tym razem nie dodałam biostymulatora. Zobaczymy, czy eksperyment zakończy się pozytywnie, czy będzie tylko potwierdzeniem, że trafiłam na silną genetycznie roślinę, z której pobrany był pierwszy pęd.

      Usuń
  4. Niektóre oczka lekko się powiększyły, zrobiły się czarne i tak sobie stoją, inne najnormalniej w świecie się zepsuły (pozostałością po nich są mało estetyczne dziurki na pędach).

    Dwie rośliny na których "eksperymentowałam z pastami" aktualnie pięknie kwitną. Z innych oczek wypuściły boczne pędy i mają się świetnie, są gęste i cieszą oczy swoim widokiem. Jednak jak już wspomniałam wcześniej - żaden boczny pęd nie wyrósł ze smarowanego oczka. Wnioskuję po tym, że i te czarne są już martwe.

    OdpowiedzUsuń