gejzerowe uśmiechy

Czas chyba zająć się i tą częścią bloga. Gejzerowym uśmiechem są po prostu... storczyki. Nie tylko te, które kupujemy w kwiaciarniach czy w marketach, interesują mnie również gatunki botaniczne.

Opiszę tu w prosty, nieprofesjonalny sposób swoich ulubieńców, perypetie z nimi związane i radości, bo tych dostarczają najwięcej. Również opisywać będę malutkie sadzonki storczyków botanicznych, które chciałabym doprowadzić do kwitnienia.

Nie jest to możne najłatwiejsze zadanie, bo sama również mam niewielkie doświadczenie w tym kierunku, ale... do odważnych świat należy.

wtorek, 30 listopada 2010

krocionogi i drobne ślimaczki w podłożu

Od dłuższego czasu, a praktycznie od dnia zakupu moje paphiopedilum hybr. stoi osobno... i dobrze. Któregoś dnia pod wieczór spojrzałam na podstawek z wodą i widzę, że w wodzie coś pływa. Hmm, myślę sobie, co to może być i sięgam po lupę. Jakież było moje zdziwienie, gdy na podstawek wyszedł sobie na spacerek i nieopatrznie spadł do wody... krocionóg! O nie, żadnych nieproszonych gości! Wkurzyłam się jak nie wiem i mrucząc ze złością pod nosem; - "Dobre sobie, płaciłam za sabotka i to wcale niemało, za doniczkę i za podłoże, w którym posadzona jest roślina, ale za dodatkowe robactwo?! Nigdy!"

Jest prawie zima, nie mam możliwości zastosowania chemii. W pokoju, w którym mieszkam razem ze storczykami nie użyję chemii!! Nie dość, że potruję robactwo, zatruję i siebie, nawet gdy środek będzie "nieszkodliwy" dla ludzi i zwierząt.
Zostało mi radzić sobie w inny sposób. Najpierw przepatrzyłam podłoże z wierzchu i okazało się, że jest w doniczce nie jeden krocionóg a więcej i jeszcze dodatkowi dzicy lokatorzy - maleńkie ślimaczki. Oj, trzeba wypowiedzieć wojnę niechcianym robalom. Ale jak tu walczyć, kiedy Orchid Sklepik spóźnia się w wysyłką zamówionego towaru, a zapasu podłoża już nie mam?!

Polatałam po Internecie, po forach. Jedni radzą surowego ziemniaka lub marchewkę jako pułapki, inni zaś wlać na podstawek trochę piwa i... upić to bractwo! Hmm, moje - to znaczy sabotkowe - robale nie dały się na to złapać, pewnikiem patrzyły z politowaniem na mnie, co wyrabiam, czym je częstuję. No i się wściekłam! Wlałam do doniczki nierozcieńczony płyn do naczyń i tak potrzymałam prawie pół godziny. - "Jak nie chcecie jeść to co wam dałam i pić piwa (widać żyją w abstynencji!), to pijcie płyn do naczyń, będziecie chociaż błyszczały jak wypolerowane!"
Potem dłuugo przelewałam podłoże wodą, żeby wypłukać ten pieniący wynalazek. Zdaje się, że dzikich lokatorów wykurzyłam... no, albo zeszli głębiej do podziemia. Tak czy inaczej, podłoże jest do wymiany i profilaktycznie powtórne przelanie korzeni płynem, by wykurzyć wszystkich, którzy jeszcze tam zostali.
Minął tydzień a dzikich lokatorów jak narazie nie widać.
Rozwinięte kwiaty na hybrydzie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz