gejzerowe uśmiechy

Czas chyba zająć się i tą częścią bloga. Gejzerowym uśmiechem są po prostu... storczyki. Nie tylko te, które kupujemy w kwiaciarniach czy w marketach, interesują mnie również gatunki botaniczne.

Opiszę tu w prosty, nieprofesjonalny sposób swoich ulubieńców, perypetie z nimi związane i radości, bo tych dostarczają najwięcej. Również opisywać będę malutkie sadzonki storczyków botanicznych, które chciałabym doprowadzić do kwitnienia.

Nie jest to możne najłatwiejsze zadanie, bo sama również mam niewielkie doświadczenie w tym kierunku, ale... do odważnych świat należy.

niedziela, 25 listopada 2012

Nowości masdevalliowe

Zarzekała się żaba błota :-) Zarzekałam się, że nic nie kupię jesienią do kolekcji, bo są inne wydatki do zrealizowania. Nie kupiłam, ale dostałam w prezencie od dwojga znajomych storczykarzy.
Od Laury i za jej pośrednictwem w mojej kolekcji masdevalii zagościły trzy nowe rośliny.
Jako pierwszą zaprezentuję Masdevallia hybride NoID. Zostawiłam oryginalną pisownię, by odróżnić ją od innej hybrydy, którą mam w kolekcji. Jest średniej wielkości, z ładnymi korzeniami i zdrowymi liśćmi.


Następną jest Masdevallia pachywa. Jest to maleństwo, miniatura, wielkości około 10 cm. Przy przesadzaniu oddzielił się kawałeczek, który posadziłam osobno do doniczki. Obie roślinki miały zdrowe korzonki. Niestety, na jej temat nic więcej nie napiszę, ponieważ nie znalazłam w Internecie kompletnie nic na temat jej uprawy - ani na polskich, ani na zagranicznych stronach.



Na koniec zostawiłam do opisu Masdevallia veitchiana 'Prince de Galle'  - Lauro, Tomku dziękuję :-**)
Co można na temat tej rośliny napisać. Rośnie w tropikalnej części Ameryki Południowej, od Peru po Wenezuelę i Meksyk.


Do miniatur raczej się nie zalicza, jest średniej wielkości. Przeciętne średnie temperatury dla niej oscylują w granicach 10*C w nocy i około 22*C w dzień. Temperatury ekstremalne to 5*C nocą i w dzień dochodzącą do 28*C. Hmm, raczej nie wystawiałabym jej na takie temperatury, bojąc się ją stracić.

W sezonie letnim za wystawienie jej do ogrodu, balkonu czy parapet zaokienny na stanowisko półcieniste, na pewno odwdzięczy się kwiatami. Podlewać lub moczyć co 7 dni, podłoże utrzymywać wilgotne ale nie mokre, by nie dochodziło do gnicia korzeni. Nawozić od maja do września co drugie podlewanie mocno rozcieńczonym nawozem.

Podłoże, do którego sadzę swoje masdevallie, składa się z drobnej kory z dodatkiem pumeksu i niewielkiej ilości wermikulitu. Do tak skomponowanego podłoża dodaję śladową ilość pokruszonego sphagnum, które zostaje mi niewykorzystane, a które z początku wyrzucałam jako nieprzydatne. Coś takiego stosuję tylko w przypadku masdevallii. Latem, kiedy rośliny wystawiane są na świeże powietrze, na wierzch masdevalliowego podłoża dodaję po kilka kawałeczków sphagnum, by podłoże zbyt szybko nie przesychało.

Z dedykacją dla Laury Masdevallia herradurae. Zobacz, jak pięknie się rozrasta. Początkiem lutego przyszłego roku podzielę i ukorzenię ten "chwaścik" dla Ciebie. Jest to wyjątkowa roślina w mojej kolekcji, ponieważ rozrasta się niczym pospolity chwast. Do wiosny będzie co dzielić :-). Poleciłabym ją każdemu początkującemu storczykarzowi, który chciałby rozpocząć przygodę z masdevalliami, tym bardziej, że zajmuje niewiele miejsca.


Masdevallia picea

Miała to być następna w kolekcji "śmierdząca" roślina. Ja tam żadnego zapaszku na niej nie wyczuwam. Ją też spotkał ostatnio podobny los co Masd. rigens. Również tutaj zalałam jeden z klujących się pąków. No, ale jest jeden kwiat i mam dylemat. Dostałam ją jako Masdevallia picea, ale ... kolor kwiatów mi się nie zgadza :-(  Oryginalna picea wygląda tak tutaj zdjęcie  a moja ma kwiaty żółte z bordowymi brodaweczkami i na bordowo obwiedzioną warżką. Czy ktoś pomoże mi zidentyfikować jej prawidłową nazwę?

Masdevallia rigens

Nie byłabym sobą, żebym nie narozrabiała. Masdevallia rigens miałaby więcej kwiatów, gdyby nie moja nieuwaga. Najpierw początkiem września połamałam pięknie odrośnięty pęd kwiatostanowy przy przenoszeniu kuwety od koleżanki do domu. Teraz byłyby dwa kwiaty, gdybym nieostrożnie nie zalała rosnącego pędu. No, ale uchował się jeden kwiat na pocieszenie, który niniejszym pokazuję.

Kwiat niewielki, żółtozielony, pachnący z lekka ... zepsutym mięsem. Jeszcze dobrze, że nie był zbyt intensywny, inaczej musiałabym ją wystawić na klatkę schodową.