gejzerowe uśmiechy

Czas chyba zająć się i tą częścią bloga. Gejzerowym uśmiechem są po prostu... storczyki. Nie tylko te, które kupujemy w kwiaciarniach czy w marketach, interesują mnie również gatunki botaniczne.

Opiszę tu w prosty, nieprofesjonalny sposób swoich ulubieńców, perypetie z nimi związane i radości, bo tych dostarczają najwięcej. Również opisywać będę malutkie sadzonki storczyków botanicznych, które chciałabym doprowadzić do kwitnienia.

Nie jest to możne najłatwiejsze zadanie, bo sama również mam niewielkie doświadczenie w tym kierunku, ale... do odważnych świat należy.

środa, 18 stycznia 2012

Keiki paste ... i co z tego wyjdzie?

Dawno nie prezentowałam swoich "eksperymentów", które w zeszłym roku potraktowałam maścią samoróbką, by się przekonać, czy roślina wytworzy keiki. Wytworzyła. Tak wygląda keiki odcięte od rośliny matecznej i rosnące samodzielnie
Była to marketowa hybryda phalaenopsis. Do zainicjowania keiki użyłam zwykłej wazeliny kosmetycznej, do której domieszałam najzwyklejszy, najtańszy ukorzeniacz do sadzonek zielnych. Szkoda mi było wydawać mnóstwo pieniędzy na naszpikowaną hormonami maść, która może w laboratoriach pod ścisłą kontrolą i w odpowiednich warunkach zmusza rośliny do nadmiernego wytwarzania keiki bez szkody dla matecznika.
Na forach co chwilę pisano, że po posmarowaniu oczek kupną keiki paste na pędach kwiatowych rodziły się dziwolągi a po pewnym czasie rośliny mateczne zaczynały chorować.
Ja posmarowałam odkryte oczko maścią samoróbką. Nie był to od razu hura-efekt. Roślina bardzo powoli reagowała. Pierwsze niewielkie efekty - powiększenie oczka - było widać po miesiącu od smarowania. Dopiero w połowie zeszłego roku oddzieliłam keiki i posadziłam w osobnej doniczce. Może ciut za wcześnie, bo wytworzona roślinka miała niewielkie korzonki. Na zdjęciu wyżej roślina tak wygląda dzisiaj.
Zapytacie: a co z rośliną mateczną? Żyje :-) Kiedy smarowałam oczka na jej pędzie kwiatowym, roślina była słaba - niewiele korzeni, liście bez turgoru. Po odcięciu keiki liście odzyskały turgor, przybyło korzeni. Roślina jest silna i zdrowa. Gdybym zastosowała oryginalną keiki paste mniemam, że roślina by tego nie przeżyła.

To nie był koniec moich eksperymentów, bo również na pędach stojących w wodzie posmarowałam maścią samoróbką odkryte oczka. Pierwotnie były trzy pędy. Dwa z nich były krótsze a jeden dłuższy. Przy życiu utrzymał się ten najdłuższy pęd. Dzisiaj, gdybym miała smarować oczka na pędzie obciętym, posmarowałabym tylko jedno oczko. Miałam chorą śliczną hybrydę phalaenopsisa, rośliny nie zdołałam uratować, ale doświadczenie z obciętym pędem miało mi dać odpowiedź, czy pęd kwiatowy zdoła wytworzyć i wyżywić keiki. Mój eksperyment trwa równo rok. Na pędzie są wytworzone dwie rośliny, ale żadna z nich nie ma jeszcze korzeni. Dalej będę obserwowała, co z tego wyjdzie. Jeżeli te roślinki zdołają wypuścić korzonki, będzie to dla mnie odpowiedź, że nawet z pędu kwiatowego można odtworzyć ginącą roślinę
Tylko w tym celu eksperymentowałam - zaspokoić ciekawość. Sporo ludzi sądzi, że wystarczy posmarować odkryte oczka keiki paste czy floral paste i w bardzo krótkim czasie uzyskają mnóstwo klonów bez wpływu na zdrowotność roślin matecznych. Są to organizmy żywe i jakakolwiek terapia szokowa odbija się na ich zdrowiu i dalszym rozwoju

Miltonia NoID

Moja Miltonia do dziś utrzymuje wszystkie kwiaty
Od lewej strony stoi Phalaenopsis hybryda peloric, która jeszcze przedłuża pęd kwiatowy, Phalaenopsis philadelphia obsypana kwiatami, Miltonia NoID, a obok widać kawałek doniczki z Phalaenopsis venosa, która również będzie kwitła.

Masdevallia peristeria(?)

Dopóki storczyk nie zakwitnie przy jego nazwie będę umieszczała znak zapytania w nawiasie. Do dziś nie jestem pewna, czy jest to peristeria czy może coś innego. Dopiero kwiaty odkryją tajemnicę.
Tak wygląda cała moja gromadka masdevallii
Po lewej stronie bliżej okna stoi Jumellea gracilipes. Zdjęcia, jak widać, były robione wieczorem, ponieważ przy świetle dziennym (rośliny ustawione na parapecie) większość zdjęć była naświetlona, a nie mam na tyle miejsca, by znaleźć odpowiedni kącik, by je sfotografować.
Ten kawałek Masdevallii peristeria(?) oderwałam dla koleżanki, przy okazji wymiany podłoża w dużej rozrośniętej roślinie. Jak widać, ona również ma się dobrze rozwijając nowy przyrost. Niektóre z masdevallii mają porobione druciane podpórki, by rośliny pod ciężarem liści nie wywracały się z doniczek.

Embreea herrenhusana

Nie spodziewałam się, że tak szybko zaaklimatyzuje się po podziale na dwie sadzonki. Jedna z nich - ta z patyczkiem - wiosną powędruje do koleżanki.
Narazie przypięta jest do patyczka, zanim porządnie się nie ukorzeni. Z tego co widzę, roślina wprost rwie się do życia rozwijając nowy przyrost i korzeniąc się. Nie byłabym sobą, gdybym delikatnie nie odsunęła podłoża, by sprawdzić korzenie. Te, co z początku miały ok 1mm długości, dzisiaj mają w przybliżeniu około 2cm. Jak będzie w takim tempie się rozrastała, to zanim ją odeślę, trzeba będzie jej wymienić doniczkę na koszyczek :-)
Ta sadzonka, jak widać, na szczycie pseudobulwy ma... keiki. Kiedy kupiłam obie sadzonki prawdopodobnie roślina była trochę za bardzo przesuszona, co zaowocowało nasadzeniem keiki. Obie sadzonki, nad podziw, rosną bardzo szybko, podłoże nie jest ani przelewane ani przesuszane nadmiernie, ponieważ na takie ekstremum roślina od razu reaguje negatywnie. Teraz, kiedy sphagnum na wierzchu w doniczce zostało wymienione na seramis, będzie mi łatwiej obserwować wierzchnią warstwę podłoża, bez obawy przelania go.

Phalaenopsis hieroglyphica

Nie tak dawno pokazywałam jej kwiat jeszcze niezupełnie rozwinięty, a tak wygląda na obecną chwilę
Jeszcze bardziej zyskała na urodzie :-)

niedziela, 8 stycznia 2012

Phalaenopsis hieroglyphica

Nie sądziłam, że tak szybko zakwitnie, dawałam jej jeszcze ten rok bez kwiatów. Dosyć szybko odbudowała system korzeniowy, więc nie pozostało jej nic innego jak przystroić się w piękny kwiat, jeszcze nie do końca rozwinięty. To niewielki storczyk, miejsca dużo nie zajmuje, tym chętniej go u siebie zatrzymam :-)

Phalaenopsis Mini Mark

W tym roku Mini Mark będzie mieć mniej kwiatów. Ważne że jest to u mnie pierwsze kwitnienie i bez chemicznych "poganiaczy"
Przyszłe kwitnienie na pewno będzie bardziej obfite :-)

Phalaenopsis venosa

Phalaenopsis venosa to już nie sadzonka, to młodzież. Pierwszy pęd kwiatowy zatrzymała i zasuszyła na rzecz nowego, bardzo długiego liścia (20cm). Drugi pęd kwiatowy, który wypuściła, rośnie dosyć szybko. Teraz tylko czekać, kiedy rozbuduje go o pąki kwiatowe i rozwinie je, pokazując swoją urodę.
Phalaenopsis venosa już nie będzie prezentowana w sadzonkach, będzie między dorosłymi orchideami Phalaenopsis

Phalaenopsis hybryda bordowo brązowa

W zeszłym roku kupiłam ją w kwiaciarni. Dopiero w domu zauważyłam, że jest zaatakowana przez czerwonego pajączka (przędziorka). Zajęło mi sporo czasu doprowadzenie rośliny z powrotem do kwitnącego stanu.
Po okwitnięciu trzeba ją będzie przesadzić do większej doniczki, bo zaczyna "uciekać" z tej, w której jest obecnie. Dzisiaj nie ma odpowiedniego światła do robienia zdjęć, dlatego kolory są przekłamane. W rzeczywistości płatki mają rysunek podobny do rysunku kwiatów Vand.

Żółta Phalaenopsis hybryda

Ta sklepowa Phalaenopsis była reanimowana. Narazie pokaże trzy kwiaty, które cieszą w równym stopniu co te obsypane kwieciem
Taki widok zawsze będzie wprawiał w zadowolenie :-)

Przedwiosenne porządki

Święta, święta i po świętach. Ta zima daje mi się we znaki. Niby plusowe temperatury na zewnątrz a storczykowe problemy mnożą się jak grzyby po deszczu. Sphagnum w sadzonkach nie przesychało, co przekładało się na utratę korzeni. Po wymianie okna w pokoju niby jest cieplej i wzrosła wilgotność, ale przełożyło się to na szybsze pleśnienie sphagnum na powierzchni każdej z doniczek. Tej zimy bez włączonych wiatraków ani rusz, bo zaraz  pleśń się pojawia, zwłaszcza w tych doniczkach, gdzie jest potrzebna zwiększona wilgotność podłoża. Pąki z kwitnących storczyków jak narazie nie opadają i to jest tą pozytywną stroną w zimowej uprawie.

Początkiem miesiąca wzięłam się za porządki w szklarenkach, zamieniłam sadzonkom sphagnum na mieszankę kory, pumeksu, wermikulitu z odrobiną węgla drzewnego. To, czego od razu nie zrobiłam trzeba było teraz nadgonić, czyli zaprawienie wszystkich roślin w środku grzybobójczym (Previcur energy). Pod koniec moczenia każda z doniczek powędrowała do pojemnika z rozpuszczoną pałeczką owadobójczo-nawozową. W ten sam sposób potraktowane zostały pozostałe rośliny. Profilaktykę powtórzę za 10 dni z zastosowaniem Bioseptu.

Styczeń nie jest dobrym miesiącem dla naszych roślin i tak będzie do czasu aż ruszy wegetacja, kiedy na roślinach pokażą się nowe korzenie i liście. Właśnie teraz są bardziej narażone na choroby, które nie są przez nas lubiane, bo dziesiątkują każdą z kolekcji, które z taką pieczołowitością budujemy.

Ostatnio zauważyłam na liściach niektórych roślin plamy. Nie są to zmiany chorobowe, raczej są wynikiem braku któregoś z pierwiastków. Raz w miesiącu zastosuję storczykom kąpiel w wodzie z dodatkiem... zwykłej, nie przegotowanej, odstałej kranówki. Może w ten sposób zostaną uzupełnione braki przede wszystkim tych pierwiastków, które są eliminowane przy gotowaniu wody. Niedawno czytałam dyskusję na jednym z forów, że niewielki dodatek wapna też dobrze wpływa na zdrowotność naszych roślin, nie tylko tych wapnolubnych.