gejzerowe uśmiechy

Czas chyba zająć się i tą częścią bloga. Gejzerowym uśmiechem są po prostu... storczyki. Nie tylko te, które kupujemy w kwiaciarniach czy w marketach, interesują mnie również gatunki botaniczne.

Opiszę tu w prosty, nieprofesjonalny sposób swoich ulubieńców, perypetie z nimi związane i radości, bo tych dostarczają najwięcej. Również opisywać będę malutkie sadzonki storczyków botanicznych, które chciałabym doprowadzić do kwitnienia.

Nie jest to możne najłatwiejsze zadanie, bo sama również mam niewielkie doświadczenie w tym kierunku, ale... do odważnych świat należy.

wtorek, 30 listopada 2010

kwiatuszki piegowatego maleństwa

Mój botanik phalaenopsis mini mark czaruje mnie swoimi piegami i kolorem - jak prawdziwy Marek Piegus :-)
Phal. mini mark to ulubieniec storczykarzy. Niewiele miejsca zajmuje, ale urodą wprost zachwyca. Wieczorem przestawiam go bliżej siebie, na biurko, gdzie stoi jak na scenie w świetle jupiterów.
Phal. Mini Mark czaruje kwiatuszkami
Najważniejsze, że rośnie, korzonków mu przybywa. Nowy liść nabiera koloru błyszczącej zieleni z bordowym odcieniem od spodu liścia i przebijającym na wierzchu. Urokliwy maluch :-)

Kwitnący krewniak Paphiopedilum hybryda

W jednym z postów wstawiłam "zdjęcie rodzinne" obu sabotków. Dzisiaj pokażę kwiat paphiopedilum maudiae.
kwiat sabotka - najstarszego z moich storczyków
 Jest o wiele mniejszy, delikatniejszy, subtelniejszy od hybrydy wielkokwiatowej. Wiele ze mną przeszedł. Regularne potopy w doniczce, okresowe susze, mycie pod zimnym prysznicem. Dobrze tylko, że nie "wpadłam na pomysł" przesadzenia go do zwykłej ziemi. Dzisiaj ma odpowiednią troskę, odpowiednie podłoże i odpowiedni nawóz. A widać to wszystko po wielkości kwiatu, który nawet nie miał takich wymiarów jak w dniu zakupu. Opłacało się dać mu to, czego potrzebował :-)
wymiary kwiatu przy odpowiedniej pielęgnacji

krocionogi i drobne ślimaczki w podłożu

Od dłuższego czasu, a praktycznie od dnia zakupu moje paphiopedilum hybr. stoi osobno... i dobrze. Któregoś dnia pod wieczór spojrzałam na podstawek z wodą i widzę, że w wodzie coś pływa. Hmm, myślę sobie, co to może być i sięgam po lupę. Jakież było moje zdziwienie, gdy na podstawek wyszedł sobie na spacerek i nieopatrznie spadł do wody... krocionóg! O nie, żadnych nieproszonych gości! Wkurzyłam się jak nie wiem i mrucząc ze złością pod nosem; - "Dobre sobie, płaciłam za sabotka i to wcale niemało, za doniczkę i za podłoże, w którym posadzona jest roślina, ale za dodatkowe robactwo?! Nigdy!"

Jest prawie zima, nie mam możliwości zastosowania chemii. W pokoju, w którym mieszkam razem ze storczykami nie użyję chemii!! Nie dość, że potruję robactwo, zatruję i siebie, nawet gdy środek będzie "nieszkodliwy" dla ludzi i zwierząt.
Zostało mi radzić sobie w inny sposób. Najpierw przepatrzyłam podłoże z wierzchu i okazało się, że jest w doniczce nie jeden krocionóg a więcej i jeszcze dodatkowi dzicy lokatorzy - maleńkie ślimaczki. Oj, trzeba wypowiedzieć wojnę niechcianym robalom. Ale jak tu walczyć, kiedy Orchid Sklepik spóźnia się w wysyłką zamówionego towaru, a zapasu podłoża już nie mam?!

Polatałam po Internecie, po forach. Jedni radzą surowego ziemniaka lub marchewkę jako pułapki, inni zaś wlać na podstawek trochę piwa i... upić to bractwo! Hmm, moje - to znaczy sabotkowe - robale nie dały się na to złapać, pewnikiem patrzyły z politowaniem na mnie, co wyrabiam, czym je częstuję. No i się wściekłam! Wlałam do doniczki nierozcieńczony płyn do naczyń i tak potrzymałam prawie pół godziny. - "Jak nie chcecie jeść to co wam dałam i pić piwa (widać żyją w abstynencji!), to pijcie płyn do naczyń, będziecie chociaż błyszczały jak wypolerowane!"
Potem dłuugo przelewałam podłoże wodą, żeby wypłukać ten pieniący wynalazek. Zdaje się, że dzikich lokatorów wykurzyłam... no, albo zeszli głębiej do podziemia. Tak czy inaczej, podłoże jest do wymiany i profilaktycznie powtórne przelanie korzeni płynem, by wykurzyć wszystkich, którzy jeszcze tam zostali.
Minął tydzień a dzikich lokatorów jak narazie nie widać.
Rozwinięte kwiaty na hybrydzie

czwartek, 25 listopada 2010

Przechowalnia dla maluchów

    Od rana przygotowywanie pojemnika do rozruchu ogrzewania. Jest to próba generalna.
    Po umyciu pojemnika, przepłukaniu pod bieżącą wodą grysu, który już wcześniej tam był, ułożyłam na dnie kabel grzewczy grzejny o mocy 15W i połączyłam go z termostatem mikroprocesorowym ustawionym na temperaturze docelowej 27 stopni Celsjusza.
     Przy układaniu kabla na dnie pojemnika o wymiarach dł - 35 cm, szer - 25 cm, przysypywałam go sukcesywnie grysem, żeby się nie krzyżował i nie przesuwał we wszystkie strony. Przyssawki dołączone do kabla nie "trzymały" się dna. Wierzch uzupełniłam dodając kamyków różnej wielkości. Całość zalałam zimną wodą. Na wierzch kamyków położyłam kratkę do zlewozmywaków, celem odizolowania dna doniczek od bezpośredniego kontaktu z mokrymi kamykami. Chciałam użyć do tego celu ażurowych wkładek do szuflad na sztućce, ale chyba już czegoś takiego nie produkują, bo zlatałam całe miasto i niczego takiego nie znalazłam.
     Kable ułożone, przysypane kamieniami
    Podłoże zalane wodą, na wierzch położona kratka,
    by spody doniczek nie miały bezpośredniego kontaktu z wodą
    Pojemnik przygotowany do podłączenia go do prądu
    Zestawienie temperatury i wilgotności w pojemniku.
    Całość do prądu podłączyłam o godzinie 10:05. Temperatura docelowa, jaką chcę osiągnąć wewnątrz pojemnika to 27 stopni Celsjusza.
    Wymiary pojemnika:
    Długość - 35 cm
    Szerokość - 25 cm
    Wysokość - 25 cm
    Obecnie jest godzina 16:15, w pojemniku jest temperatura 26 stopni, po ściankach i szybie spływają krople wody, higrometr zatrzymał się na 60% i ani drgnie. Nie wygląda mi to, żeby była tak niska wilgotność, chyba trzeba będzie wymienić higrometr.
    Ustawienie temperatury docelowej na termostacie
    Osiąganie temperatury docelowej
    Zielona dioda to temperatura, którą chcę mieć w pojemniku
    Żółta dioda wskazuje jaką temperaturą mam obecnie
    Rośliny już w pojemniku - doświetlone i dogrzewane
    Spostrzeżenia
    Przy włączeniu na kilka sekund wiatraczka, temperatura wewnątrz pojemnika gwałtownie spadła z 26 do 24 stopni Celsjusza.
  1. Czyżby trzeba było obrócić wiatrak, żeby wyciągał wilgoć a nie nawiewał zimne powietrze?
  2. Co z wilgotnością wewnątrz pojemnika?

    Zostaje obserwować, co nowego wyjdzie w trakcie użytkowania

środa, 24 listopada 2010

Falenopsis equestris var. rosea

Sadzonka, a właściwie odrośnięte keiki w idealnym stanie powiększyła moją kolekcję 6 października br.
wygląd phal. equestris var. rosea,
chwilę po wypakowaniu z paczki pocztowej
 Po sprawdzeniu stanu korzeni, przeniosłam keiki equestrisa do koszyczka z grubymi kawałkami kory i kamykami (skała wulkaniczna). Nawet nie miał okresu aklimatyzacji, po prostu nie przerwał wzrostu, co po półtora miesięcznym pobycie przekłada się na taki wygląd

tak wygląda dzisiaj

Aż chce się powiedzieć: - żeby wszystkie storczyki rosły tak, jak on!

"ogrzewanie podłogowe" w pojemniku dla maluchów

Dziś dotarła do mnie paczka z kablami i termoregulatorem do ogrzewania pojemnika z maluchami. Kabel jest długi na 2,5 metra, podwójnie izolowany do mokrego (np. akwarium) i suchego (np. terrarium) podłoża. Uzupełnieniem do niego jest termoregulator. Obydwa przedmioty z Aquael z gwarancją dwuletnią. Jutro będzie generalna próba kabla i termostatu, tylko najpierw trzeba zdjąć podłoże, które dotychczas było, umyć pojemnik, położyć kabel, przykryć świeżym podłożem i zalać wodą. Całość podłączyć do termostatu, włączyć do prądu i... obserwować, co będzie się działo :-). Hi hi hi żarówką może nie będę, jak wsadzę rękę w to mokre środowisko. Zobaczymy :-). Jak się nie zamelduję w blogu przez kilka następnych dni z postami, będzie to oznaczało, że jednak świecę jak żarówka. To, co będę robiła po kolei, udokumentuję zdjęciami i zamieszczę tutaj.
Tylko jedna ważna uwaga. Pojemnik nie jest i nigdy nie będzie orchidarium czy witryną dla storczyków, jest to tylko podręczna mini szkarenka dla storczykowych maluchów (sadzonek), które najczęściej giną w okresie przejściowym i zimą, bo nasza strefa klimatyczna po prostu jest dla nich nieodpowiednia, budząc w początkujących hobbystach rozżalenie i zniechęcenie. Zostanie mi uzupełnić jeszcze jedną żarówkę LED z zimnym światłem, które służyć będą jako doświetlenie pojemnika a nie oświetlenie całodobowe, jak to jest stosowane w niektórych orchidariach, stojących z dala od naturalnego światła.

Jeżeli plastikowy pojemnik nie będzie się nadawał, zostanie mi wymienić go na akwarium. Na pewno nie pozwolę zginąć swoim "przedszkolakom", tym bardziej, że okres aklimatyzacji u mnie przeszły pomyślnie. Skoro my, ludzie, dogrzewamy się zimą na różne sposoby, dlaczego nie mogę pomyśleć o swoich storczykowych maluchach? :-).

poniedziałek, 22 listopada 2010

Phalaenopsis Philadelphia 'pink'

Udało mi się trafić na allegro na rzadziej spotykanego storczyka - Phalaenopsis Philadelphia o pięknych srebrzysto zielonych mozaikowych liściach. Philadelphia - to nazwa handlowa tej rośliny, pod nią kryje się nazwa pierwszorzędowej krzyżówki phal. Schilleriana x phal. Stuartiana - phalaenopsis wiganiae
Phalaenopsis Philadelphia
(phal. wiganiae)

 Moja philadelphia niezbyt dobrze zniosła transport. Pomimo wilgotnego podłoża kwiaty były przywiędnięte, część korzeni połamana chociaż zdrowa. Trzeba było pousuwać połamane, by resztki nie zagniwały w podłożu. Po kilku dniach zżółkł spodni liść i zwiędła większość kwiatów. Zdaje się, że storczyk swoje odchoruje, zanim przystosuje się do nowych warunków.
Kwiaty osiągnęły wielkość 4-5 cm, są bardzo ładne. Różowe muśnięcie na górnych płatkach ładnie kontrastuje z bordowym maczkiem na warżce i dolnych płatkach. Trochę przypominają mi phal. Mini Marka.
Mam nadzieję, że się dobrze zaaklimatyzuje i zacznie rosnąć.

Phalaenopsis Pallens

Odhodowane już keiki trafiło do mnie 3 listopada br. fantastycznie pomysłowo zapakowane w... butelkę plastikową po napojach.
roślina zapakowana w...
plastikową butelkę po napojach
 Po wyjęciu rośliny z kartonika przez chwilę nie wiedziałam, jak się zabrać do jej wypakowania, by nie uszkodzić sadzonki. Powolutku, pomalutku, przy użyciu nożyka do tapet i nożyczek, udało mi się ją rozpakować z tej plastikowej osłonki :-). To był prawdziwy majstersztyk ochrony drobnej rośliny przed uszkodzeniami w transporcie.
Po wypakowaniu i dokładnych oględzinach, nie podobało mi się ledwie dostrzegalne niedokładne wybarwienie liści - plamki, również korzonków za wiele nie było - musiałam usunąć dwa zbutwiałe. Zostały mu w sumie trzy korzonki. Zdecydowałam się na wymianę podłoża, wolałam uniknąć niespodzianek
Listopad dobiega prawie końca, a u mojego phal. pallens nie widać, żeby korzonków przybywało, chociaż te, które zachował są zieloniutkie i widać, że rosną. Rośnie również listek.
Naturalnym kolorem liści falenopsisa pallens jest kolor jasnozielony. Wyrównały się plamki na liściach, kiedy otrzymał niewielką dawkę nawozu dolistnego. Storczyk nie rośnie duży, jest raczej niewielki, a kwiaty będą mniej więcej tak wyglądać




niedziela, 21 listopada 2010

... i co z tego wyjdzie?

Hmm, falenopsis limonkowy skończył kwitnienie, łodyżka zaczynała powoli zasychać. Stałam i patrzyłam na niego z zadartą do góry głową, bo doniczka stoi na najwyższej półce regału z książkami. Po co miał się cały pęd marnować i bezużytecznie zasychać tylko po to, żeby go w całości wyciąć, kiedy mogę go wcześniej uciąć, podzielić na kawałki z pączkiem śpiącym i ... wsadzić do wilgotnego sphagnum. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Miałam 4 odcinki czterocentymetrowe z jednym pączkiem śpiącym na każdym odcinku. Dobra nasza, pomyślałam, wyjęłam z szuflady swoje mikstury i  zmieszałam dokładnie razem i na odpowiednio przygotowane oczka śpiące nałożyłam delikatnie to mazidło :-). Hi hi hi, ciekawe, co też mi z tego wyjdzie? Niczego nie stracę, a może zyskam? :-) Przyszłość pokaże.
Narazie "eksperyment" stoi w chlebaku, ponieważ czekam na zamówione dogrzewanie do dużego pojemnika, który będzie służył nie tylko malutkim sadzoneczkom, ale i eksperymentom. Jeżeli powiedzie się z domowej roboty "keiki paste", za którą ludzie płacą  za 5ml po 50-70 złotych, pędy, które będą zasychały, znajdą nowe zastosowanie, a ja zaspokoję ciekawość :-)

Phalaenopsis Mini Mark

Niewielki storczyk botaniczny, do którego tak często storczykomaniacy wzdychają i zachwycają się nim. 21 października br. dotarła wreszcie do mnie przesyłka z tą małą, urokliwą roślinką.
tak wyglądał w dniu wypakowania go z paczki
tak wyglądał wczoraj wieczór
a tak dzisiaj od rana
tak wygląda kwiat w dużym zbliżeniu
Wielkość kwiatu w pełnym rozkwicie to 3.5 centymetra, ale za to wrażenie wywołuje niczym sabotek wielkokwiatowy, tyle że tamten jest drapieżny swoją wielkością, Mini Mark jest słodki swoim małym rozmiarem. Kolor na zdjęciu jest przekłamany, w rzeczywistości na blado żółtym tle płatków, rozsypany jest drobny maczek pomarańczowych kropeczek i ciemniejszym pomarańczowym kolorem warżki z brązowym maczkiem. Kwiat naprawdę urokliwy, wzbudzający zachwyt. Obydwa pędy kwiatowe cały czas wydłużają się. Oj, będzie kwiatuszków, oj, będzie :-)
Kiedy go wypakowałam z kartonika, trafił do przechowalni dla maluchów, czyli plastikowego pojemnika, który służy jako mała szklarenka dla storczykowych maluszków. To go uratowało przed ciężkim okresem aklimatyzacyjnym, ponieważ w ciągu dnia stał w pojemniku a wieczorami wyjmowałam i doświetlałam światłem z lampki biurkowej przy komputerze. Mogłam go w tym czasie oglądać i podziwiać szybki wzrost.

Paphiopedilum hybryda

Bardziej popularną nazwą, którą używamy - zamiast łacińskiej - jest sabotek lub pantofelek Venus.
Kupiłam go w dniu otwarcia Leroy-Merlin w naszym mieście, tj. 6 listopada br. Niewiele ich było, bo raptem 4 sztuki a wśród nich ten jeden jeszcze z nierozwiniętymi pąkami
paphiopedilum hybryda wielkokwiatowy
Nie czekałam długo na rozwinięcie pierwszego z pączków, raptem kilka dni. To monstrualny okaz, jakiego wcześniej nie widziałam.




w pełnym rozkwicie
W towarzystwie swojego bliskiego kuzyna wygląda jak Goliat

sobota, 20 listopada 2010

Falenopsis - dwie miniaturki

9 sierpnia br. będąc z Kauflandzie trafiłam na dwie śliczne miniaturki

Małe śliczności aż się prosiły, by po nie sięgnąć. Nie mogłam spokojnie przejść ulicą, by mnie ktoś nie zaczepił na ich widok. I tu nieświadomość moja zemściła się na mnie. Po kilku dniach zauważyłam, że jest coś nie tak ze sphagnum - podłożem, w którym były posadzone obydwa storczyki. Sphagnum zaczęło nabierać brzydkiej barwy brązowo zielonej, rozłaziło się pod palcami i nieładnie pachniało. Była to oznaka gnicia nie tylko podłoża, ale i korzonków. Obydwie miniaturki w rezultacie wylądowały do reanimacji. Tak, tak, storczyki to zadziwiające rośliny, które nawet po stracie korzeni potrafią walczyć o życie. Na dzień dzisiejszy, po trzech miesiącach walki, jedna z miniaturek - ta jaśniejsza - ma już  kilka ślicznych korzonków i pięknie odrośnięty nowy listek. Druga z miniaturek też się nie ociąga - nie widzę czy ma nowe korzonki, ale na jednym z pędzików kwiatowych chyba będzie przedłużenie.

Falenopsis nakrapiany jasno purpurowy

Ta hybryda trafiła do mnie z NETTO 11 sierpnia br. Miała kilka kwiatków średniej wielkości, nakrapianych purpurowymi kropeczkami i "robaczkami". Żal mi się jej zrobiło, bo widać stała długo bez wody między innymi biedakami, takimi samymi jak ona.
Od dnia zakupu mój "maczek" stał jak zaklęty. Ani listka, ani korzonka nowego nie puścił. Dopiero teraz - a mamy prawie drugą dekadę listopada - ruszył z nowym listkiem. Równo miesiąc temu zaczęły przekwitać kwiatuszki.

Falenopsis bordowo brązowy

16 sierpnia br. przyniosłam do domu następnego falenopsisa z kwiaciarni. Był potwornie brudny. Na liściach gruba warstwa kurzu nawet nie wzruszyła kwiaciarki. Wstyd mi było nieść go w dłoni, zapakowałam go w reklamówkę. Kwiaty miał prześliczne - purpurowe z brązowym żyłkowaniem. Dopiero w domu, oglądając go przez lupę, dojrzałam, że jest zaatakowany przędziorkiem. Ściągałam do domu najbardziej zaatakowane czy okaleczone rośliny, albo one mnie ku sobie przyciągały.

zdjęcie nie jest w stanie oddać piękna kwiatów

czwartek, 18 listopada 2010

Cambria

Pod koniec lipca pojechałam do Castoramy po listewki, przy okazji zajrzałam do działu ogrodniczego obejrzeć nowości wśród kwiatów. Wózki zastawione były falenopsisami, wśród których wypatrzyłam kilka oncidium i jedną kończącą kwitnienie cambrię. Podobała mi się, miała ładne duże kwiaty. Powiedziałam sama do siebie, że jak za tydzień tu się pojawię i będzie czekała na mnie, to ją kupię. 4 sierpnia znów byłam w Castoramie. Cambria jakby na mnie czekała - wzięłam ją z wózka, zapłaciłam i powiozłam do domu.
Cambria - widok ogólny
 
ostatnie kwitnące kwiaty




po perypetiach związanych z ziemiórkami, przesadzona do podłoża z Orchidsklepiku, nareszcie zaczęła rosnąć, pokazując wspaniałe dwa nowe przyrosty pseudoblw, z których wyrosną nowe pędy kwiatowe

Cambria Beallara (Cambria to nazwa handlowa, którą posługują się producenci, w przyrodzie nie ma storczyka o takiej nazwie) przeszła identyczne koleje losu, co dendrobium. Obecnie posadzona jest do prawidłowego podłoża i widać, że jej to służy, tak samo jak dendrobium

Jak postępować z maluchami

UWAGA
Wpis przeniesiony z forum bez nanoszenia jakichkolwiek poprawek

Wiedziona współczuciem dla koleżanki z forum, podam mniej więcej JAK POSTĘPOWAĆ Z MALUCHAMI. Nie będzie to "przepis" jedynie słuszny, bo takiego nigdzie nie znajdziemy, ale dane te pozwolą zastosować lub zmodyfikować to, co ujmę w punktach, co zwróci uwagę na coś, czego nie jesteśmy świadomi, bo dopiero chcemy założyć mini szklarenkę na nasze potrzeby. Jeżeli z tego wyniknie dyskusja, to tylko będę się cieszyć, bo z burzy mózgów często wychodzą fajne rzeczy

1. Jeżeli nie ma widocznej potrzeby, nie zmieniać podłoża sadzonce, chyba że jest to samo sphagnum, a my nie mamy wyczucia w jego nawilżaniu, lub widzimy, że korzonki są uszkodzone.

2. Sadzonkę dobrze jest umieścić w akwarium/pojemniku plastikowym, odpowiednio przygotowanym, to znaczy dno wysypać warstwą grysu, keramzytu lub kamyczkami nawilżonymi, lub zostawić na dnie trochę wody. Na to położyć kratkę lub siateczkę, która odizoluje doniczki/koszyczki od mokrego podłoża. Całość przykryć wieczkiem - koniecznie przeźroczystym, żeby roślinie nie zabierać światła - lub odpowiednio przyciętą szybą, zostawiając szparę, by nam się rośliny nie podusiły nadmiarem wilgoci i stojącym powietrzem, co może doprowadzić do śmierci rośliny.

3. Sadzonki, jeśli je zamgławiamy/pryskamy dobrze jest po chwili osuszyć z nadmiaru wody na listkach zostawiając pojemnik otwarty, ew. wyjąć doniczkę z rośliną do obeschnięcia

4. Uważać, nie zalać stożka wzrostu - jeżeli to się zdarzy, osuszyć rożkiem chusteczki higienicznej lub papierowym ręcznikiem. Pozostawiona woda w stożku wzrostu to szybkie gnicie i śmierć rośliny, nie tylko sadzonki ale i dorosłej.

5. Ponieważ większość z nas nie ma orchidarium i nie wiem, czy się zanosi na dość duży wydatek z pełnym wyposażeniem, tzn. z doświetlaniem, utrzymaniem odpowiedniej temperatury i wilgotności na odpowiednim poziomie, wymuszoną cyrkulacją powietrza wokół roślin, możemy ratować się w inny sposób:

- pojemniki/akwaria doświetlić żarówkami diodowymi LED z zimnym światłem (6000-7000k) - są w różnych cenach. Umieszczamy je 10 do 15 cm nad rośliną. Żarówki diodowe LED z ciepłym światłem nie bardzo zdadzą egzamin (2300-2700k). Musiałoby być więcej żarówek. Żarówki LED są bardziej energooszczędne od tych energooszczędnych

- doświetlić świetlówkami przeznaczonymi dla akwariów z roślinami i rybkami (10000-12000k) - są dość drogie, chociaż najbardziej odpowiednie

- cyrkulację powietrza wymusić wentylatorkiem o słabej mocy, żeby nasze roślinki nie uczyły się fruwać lecz grzecznie siedziały w swoich doniczkach/koszyczkach. Może być do tego celu użyty słabszy lub silniejszy wiatraczek ze stacjonarnego komputera na zasilacz (wiatrak, w zależności od wielkości pojemnika o mocy 5V/12V połączyć z zasilaczem - tu uśmiech w stronę majsterkujących panów). A jeśli nie mamy nikogo, kto zrobiłby nam coś takiego (ukochany, mąż, informatyk itd.), może to być wentylator ale z oddali i nie skierowany bezpośrednio na roślinę, który nam trochę "pomiesza" powietrze

- zostało nam ogrzewanie/dogrzewanie roślin. Tu już każdy z nas musi sam sobie radzić. Może to być ogrzewanie pochodzące z ogrzewania mieszkania, lub dogrzewać możemy (pożera dużo prądu) zwykłą żarówką żarową, nie tą energooszczędną. Żarówka taka wytwarza dużo ciepła tylko uważać, by nie poparzyć roślin.

- wilgotność na odpowiednim poziomie uzyskamy z dna pojemnika wyłożonego mokrym grysem, keramzytem, kamykami.

Ponieważ mamy do czynienia z sadzonkami, wymaga to od nas zwiększonej czujności - są delikatniejsze, zwłaszcza botaniczne. Chwila nieuwagi i tracimy cały włożony w roślinę wysiłek.
Dotyczy to nas wszystkich, nie wyłączając mnie.

Plastikowe lokum dla sadzonek
Mocowanie wiatraczka na zewnętrznej stronie pojemnika
1. wiatraczek z PCeta 12V;  2. włącznik z lampki nocnej; 3. zasilacz 12V
 Włącznik z lampki nocnej jest połączeniem zasilacza i wiatraczka

środa, 17 listopada 2010

Pierwsze sadzonki

Pierwszym maluchem, który u mnie się pojawił była sadzoneczka Vanda Bensonii, kupiona na allegro 27 lipca tego roku razem z sadzonką Kingidium philippinensis i trochę młodszą (8 sierpnia br.) Vanda sansai blue.
Przy dokładnych oględzinach sadzonek zauważyłam, że do V. bensonii jest "przytulona" mikroskopijna druga sadzoneczka, którą udało mi się - bez uszkodzenia jej - oddzielić
Vanda bensonii


Kingidium philippinensis
Vanda sansai blue
Pogoda była ładna, tylko problemem było, jak w domowych warunkach utrzymać je przy życiu.
Był to faktycznie skok na głęboką wodę. Miałam doświadczenie w wysiewach i prowadzeniu kwiatów ogrodowych/rabatowych a nie w tak egzotycznych roślinach, jakimi są storczyki.
Potem doszły inne sadzoneczki: Paphiopedilum sukhakulii extra x self, paphiopedilum malipoense 'gigant' a wraz z nim dwa dołączone gratisy phalaenopsis violacea 'blue'. Trzeba było myśleć o jakimś lokum dla tego przedszkola, no i wymyśliłam... kupiłam chlebak i część sadzonek tam umieściłam.

zamiast szklarenki... chlebak
Warunki do uprawy czy pielęgnacji storczyków - sadzonek czy form dorosłych - nie mam może komfortowe, ale od pierwszej do ostatniej sadzonki żadna mi nie zginęła.
Storczykowy żłobek na najmniejsze sadzonki
moczenie koszyczków z maluchami
Z podlewaniem nie było problemów. Wystarczyła styropianowa tacka i przegotowana, odstała woda, by moczyć koszyczki. Z początku używałam do ich moczenia tylko destylowanej wody, potem przeszłam na przegotowaną i odstałą wodę. Wychodziło to taniej a nie szkodziło maluchom. Destylowanej wody używałam tylko do zamgławiania na przemian z mgiełką dla storczyków lub preparatem do pielęgnacji storczyków z witaminą C.
Sadzonki rosły. Mini szklarenka i chlebak zrobiły się ciasne, trzeba było myśleć o czymś większym, w czym bezpiecznie i w miarę dobrze przezimują, ale o tym w osobnym wątku.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Falaenopsis półminiatura


W miesiącu lipcu, będąc w Biedronce wpadł mi w oko storczyk półminiaturka. Miał śliczne kwiaty, które sprowokowały mnie do jego kupna. I od niego zaczęły się gejzerowe uśmiechy. 

Phalaenopsis hybryda
Długo i ładnie kwitł. Niestety, człowiek na błędach się uczy. Po przekwitnięciu zajrzałam do doniczki a tam... pełno robactwa i brak korzeni, ponieważ część uschła, część zgniła, a to, co zostało nie było w stanie utrzymać rośliny w zdrowiu. Zaczęłam szukać pomocy w Internecie po forach ogrodniczych. Znalazłam, i tak rozwija się moja storczykowa przygoda... raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem.
Potem przyszły następne i następne. W sumie jest tego około 31 sztuk, które sukcesywnie postaram się opisać, wzbogacając zdjęciami.